Więc jest tak. Jestem biedna. Co
prawda nie aż tak biedna żeby zrezygnować z markowych kosmetyków,
niepotrzebnych ubrań , za drogiego alkoholu w lansiarskich klubach
i kosztownych zagranicznych dziwek. Jestem jednak zbyt biedna żeby
kupować muzykę i filmy. Zadajcie sobie pytanie- ile piosenek mieści
się na 32 GB ipodzie? Ile razy dziennie korzystacie z youtube żeby
odsłuchać stary hit Bee Gees?
Telewizora, tak
dla przykładu, nie posiadam. Gdyby nie internet lista obejrzanych
przeze mnie filmów w roku 2011 ograniczyłaby się do:
-filmu
instruktażowego pt. „Jak dbać o higienę jamy ustnej”
wyświetlanego w poczekalni dentystycznej
- filmu o przygodach psa Azorka w 3D, na który bilet zakupili mi rodzice w zamian za zajęcie się młodszą siostrą
- trzech niezapamiętanych projekcji w klubie studenckim
Na szczęście mam Internet i można
sobie oglądać co się komu żywnie podoba. I tak właśnie robię.
Moja lista obejmuje więc około 2341 pozycji.
I oczywiście
jestem przeciw okradaniu kogokolwiek. Siódme: nie kradnij.
Więc gdy tylko mogę staram się nie kraść. Kupuję płyty
ulubionych wykonawców, mam kolekcję polskiego kina. Wszystko, co
mam, to zbiór tego, co w kulturze darzę uczuciem szczególnym,
tego, co jest mi wyjątkowo bliskie. Problem w tym, że nie wydałabym
69.99 PLN na eksperyment. Nie zapoznawałbym się na chybił-trafił
z nowościami i starociami. Mniej bym widziała, mniej bym słyszała,
niewiele bym poznała. Dlatego czasem, choć nie chcę, muszę nagiąć
jedno z moich ulubionych przykazań.
Dla jasności-
raczej nie ściągam. Owszem nagrywam płyty od znajomych, owszem
oglądam i słucham online (dużo online, bardzo, bardzo dużo
online), ale raczej nie ściągam.
n
