Szanowny Panie Balboa,
Piszę „Szanowny”, bo mnie ostatnio, niemalże osobiście w
twarz, pewna pani doktor, specjalistka do spraw stylistyki i komunikacji,
pouczyła, że tak trzeba. Że tylko tak wypada. Że do osoby zasłużonej i znanej
należy z tytułami i honorami. Napisałam
„Panie Balboa”, choć chciałabym „Rocky”. Pan się nie obrazi, prawda? Bo ja
czuję, że my, Rocky, byśmy się zrozumieli.
Wiedz, że u mnie po staremu. Uważam na przeciągi, przed
przejściem przez jezdnię patrzę w lewoprawolewo, posiłki jadam regularne i
bogate w błonnik. Sam widzisz - wszystko tak jak się należy. Ale w końcu
jesteśmy przyjaciółmi, więc pozwólmy sobie na to szaleństwo. Pozwólmy sobie na
chwilę szczerości: trochę się ostatnio niepokoję, Rocky. Dobrze pamiętam z lekcji religii, że w takich
chwilach, gdy toczą się krwawe batalie ducha zwracać się należy do różnych
świętych, albo do Jezusa. Ale oni by mogli tego nie zrozumieć. W końcu my
jesteśmy przyziemne chłopaki z brudnych osiedli i nie lubimy filozofii. My mamy szorstkie,
zaciśnięte w pięści dłonie, krew z rozciętej wargi i poodbijane oczy. Pamiętam jak w pierwszej części filmu ojciec
powiedział do Ciebie: „Nie urodziłeś się z mózgiem, więc zacznij używać
ciała”. Ja też taka jestem. Tylko ciałem
nie potrafię zdziałać tyle co Ty, bo wątłe mam ramiona i nie wyprowadzam cisów
tak sprawnie.
Wracając do niepokoju, to musisz wiedzieć, że robi się coraz
gorzej. Myślę, że ma to coś wspólnego z pogodą, bo jest ciągle moro i ciemno.
Słońce od dawna już w ogóle nie wschodzi. Wiatru też nie ma i w całym stęchłym
mieście morowe powietrze wisi. Sam rozumiesz, Rocky, że w takich
okolicznościach słucha się tylko smutnych piosenek i czyta smutnych ludzi.
Parapety same pod nogi podchodzą. Chciałabym, tak jak Ty, nie umieć czytać. Bo
musisz wiedzieć, przyjacielu, że poeci potrafią być kurewsko smutni.
I tylko myśl o Tobie trzyma mnie jeszcze jakoś w całości. Ty
masz gorzej niż ja. Byłeś nikim, byłeś królem i znowu zostałeś nikim.
Przegrałeś, Rocky. Majątek straciłeś przez szwindle księgowego, okazało się, że
masz trwałe uszkodzenie mózgu, znów mieszkasz w tej psiarni, syn nie chce z
Tobą rozmawiać, ukochana umiera. A gówniarz, którego trenowałeś, którego
wszystkiego nauczyłeś podnosi na Ciebie rękę. Na koniec, wyzwany na ostatni pojedynek,
przegrywasz przez nieuczciwych sędziów. Wszyscy
o Tobie zapominają. Nikomu się już nawet nie chce kręcić szóstej części filmu.
Fatalnie, Rocky. Chyba jednak zostanę przy moich smutnych piosenkach.
Przyjacielu, mam nadzieję, że wszystko nam obojgu się
jeszcze ułoży.
Ślę dużo serdeczności,

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz