Nie kochasz
Może ja nie mam racji. Może tak tylko
mi się zdaje.
Ale na początek – Co znaczy „Kocham
Cie”? Czy można kochać psa, czy można kochać wódkę? Wiedzcie
- ja jestem człowiekiem, który zazwyczaj irytuje się tylko na dwie
rzeczy. Pierwszą z nich jest życie, drugą ludzie. Ogólnie rzecz
biorąc jestem ugodowa i staram się wrzucać na luz. Jak to mówi
moja przyjaciółka „tylko bez spiny”. Bo po co? Dlaczego? Komu
to potrzebne? Istnieje jeszcze jedna mała rzecz na tym świecie,
która mnie denerwuje, jest takim małym wrzodem na dupie. Chodzi o
to, że jakbym mogła, gdybym była kimś ważnym, jakąś tam szychą
w parlamencie, kazałabym karać za nadużywanie słowa „kocham”.
Nie, nie chodzi tu o to, aby rzadko mówić. Jak się kogoś kocha,
trzeba mówić, bez dyskusji. Zanim nam ucieknie, zanim będzie za
późno. Tą rzeczą która mnie irytuje w dzisiejszych czasach jest
fakt, że ludzie NIE ROZUMIEJĄ znaczenia słowa „Kocham”. Na
litość boską! Poznajecie w klubie dziewczynę/chłopaka, umawiacie
się raz i dwa, spotykacie się dwa miesiące, szał ciał,
imprezy, wspólne leżakowanie, wyjazdy w nieznane. Nie widzisz
świata poza tą osobą. Na koncie dwa warunki, a ty dalej szlajasz
na punkcie jej oczu, jej włosów i nadgarstków. W końcu, po
trzech miesiącach decydujesz się, wstrzymujesz oddech, serce wali
jak oszalałe i w końcu to mówisz – „Kocham Cie”. Czy będzie
- „Ja Ciebie też” -czy nie? Nieważne! Chciałabym powrócić
do paru linijek wstecz...TRZY MIESIĄCE? I ty KOCHASZ? Nie kochasz!
Zdaje Ci się, to tylko pod wpływem chwili, tak naprawdę jesteś
za-ko-cha-ny. Powtórz.
W tym wypadku
nawet ciocia wikipedia załamuje: kochać (język
polski) znaczenia: (1.1)odczuwać
miłość do kogoś
(1.2)
uwielbiać, darzyć kogoś wielkim podziwem
(1.3)
uwielbiać rzecz
No dobrze. Ale my tutaj rozprawiamy nad
kochaniem kogoś. Trzeba rozróżnić te dwa uczucia: zakochanie i
kochanie. Przepraszam bardzo, ale moim zdaniem nawet po pół roku
nie znamy dobrze osoby, która wydaje nam się na początku całym
naszym światem. Potrzeba czasu, potrzeba wspólnych doświadczeń.
Wzlotów i upadków. Drastycznych momentów, tragedii, szczęścia,
sukcesów, rozstań. Później przychodzi taka chwila, taka sekunda.
Wstajemy rano, siadamy na krawędzi łóżka i patrząc pusto w
ścianę zdajemy sobie sprawę – Mój Boże, ja kocham. Kocham to,
że zawsze jest, że przez ten cały, długi czas nasze uczucie
rośnie, że zna mnie od czubka głowy po palce u stóp. Że zawsze
pomagała, dodawała otuchy, spędzała godziny nad moimi problemami
i zawsze była szczera. Znam też jej wady, wkurwia mnie to że się
czepia, że nie rozumie czasem co do niej mówię. Irytuje mnie jak
mlaska, ciągle zostawia naczynia w zlewie. Mimo to, zrobię dla niej
wszystko.
Tak. To jest ciężkie w wykonaniu. Bo
nasze serce często za szybko krzyczy, że kocha. Ale to jeszcze nie
to. Może w stosunku do płci przeciwnej (tutaj już zależy kto ma
jakie upodobania seksualne, wybaczcie) jest trudniej, niż z
rodzicami i przyjaciółmi. Jakoś tak mniej to przeżywamy. Wiadomo
- większość z nas kocha rodziców, czasem nawet nie wie za co.
Mamy też tych paru przyjaciół, z którymi dorastaliśmy i których
nigdy nie chcemy stracić. I może się mylę, bo nie wierzę w
miłość od pierwszego wejrzenia. Może ta osoba spotkana w sklepie
z piernikami będzie miłością życia. Ale po co się spieszyć?
Dla szybkiego rozwodu, łez i paru butelek whisky?
I wiem: Haters gonna
hate. To mój ostatni tekst z kategorii: sentymentalne.
Proszę tylko, aby się czasem zastanowić zanim coś się powie.
Albo przynajmniej nie ustawiać „kocham” jako opis na gg.
m
Kocham i chuj.
Siebie kocham. Kocham i chuj.
Jak powiedział Charles Bukowski: "Jeśli masz zdolność
kochania, kochaj przede wszystkim siebie." Miłość własna i
wszelkich autoerotyzmy to zaledwie lekko muśnięte, pierwsze primo
(jeszcze do tego wrócę). Drugie primo- kocham też tych parę osób,
które znaleźć można w „najczęściej wybierane numery” w moim
telefonie. Te nieliczne gronko, dla którego przedzieram się przez
zasypane śniegiem miasto. I choć nie chcę, nogami i rękami o
futryny się zapieram, to przez swoje doświadczenie potwierdzam, że
kochać, to jednak mieć. Bardzo serdecznie pozdrawiam z tego
miejsca cierpiącego młodego Wertera i inne przypadki niespełnionych
chuć (nie mylić ze słowem „huć”, które w języku
wilamowskim oznacza żabę) Miłować, to nie marzyć, nie
imaginować i nie wydumane przymioty duszy komuś przypisywać. I się
zgodzę z przedmówczynią: kochać to, choć trochę, mieć, znać,
dotykać i smakować.
Nie rozumiem miłości nie spełnionych,
nie skonsumowanych. Nie wierzę w miłość na odległość… i nie
ufam skurwysynom, jak rzecze tekst zespołu inspirującego rzesze
kretyńskiej młodzieży.
Całuję gorąco w czułka
n
Ps. Tekst o
miłości ukazuje się tylko przez zbieg okoliczności 30 minut po
Walentynkach. Jako prawdziwe Słowianki zarówno z duszy , jak i
urodzenia, obchodzimy Noc Kupały.
Ps 2. To nie jest mój ostatni sentymentalny tekst
Na koniec link do piosenki innego badziewiastego zespoły, który także stanowi dla nas niewyczerpane źródło inspiracji
