Autor poprzedniej notki tkwi w naiwnym przekonaniu, że Rocky Balboa,
miał ostro przerąbane. Nic bardziej mylnego - fatum Raockyego to ledwie
wychudzony cień podłości losu, ciążacej nad innymi epickimi bohaterami
Mówią że nie należy
się porównywać. W złym guście to jest. Jednak kultura i tradycja
polska od zawsze, nieoficjalnie co prawda, nakłaniała rzesze
młodych patriotów do jednego tylko rodzaju zajadłej licytacji.
Celem owej wyżej wymienionej jest udowodnienie KTO MA GORZEJ.
Nikt
nigdy nie wygrywa, gdyż nieszczęścia kolejne znaleźć można na
każdym kroku i kłopotów to zbyt wielkich nie przysparza, a więc
igrzyska mogą trwać tak długo, aż którejś ze stron się znudzi
(najczęstsze zakończenie), lub też komuś urwie się film, bo jak
są problemy (czyli zawsze) to trzeba się napić. Ta „sztuka dla
sztuki” jest naszą polską rozrywką i sposobem na nawiązanie
kontaktu z bliźnim. Cudzoziemcy tego nie rozumieją i nazywają to
„narzekaniem”, tym samym wpisując ową zabawę w poczet
negatywnych stereotypów dotyczących Polaków. Bardzo krzywdzące,
uważam.
Ja mam wielki szacunek
dla polskich tradycji (jeśli ich nie przestrzegam, to bojkotuje –
w każdym wypadku jest fajnie), więc celebruje ten zwyczaj za każdym
razem, gdy stykam się z inną ludzką istotą (tylko Anglików sobie
odpuściłam, bo nie podnoszą rękawicy, ciągle tylko „I'm fine”
- nudy). Jak do tej pory tylko jedna jedyna postać wprowadziła mnie
w pewne zażenowanie jako niekwestionowany mistrz, któremu w oczy
godna nie jestem spojrzeć. On jeden zwycięża bezkonkurencyjnie,
ust nie otworzywszy nawet, bo narzekać nie musi – jego
nieszczęścia są tak ogromne, że nie da się ich przeoczyć. Tą
postacią jest Frodo. Gdy budzę się w środku nocy, bo wstać
trzeba na autobus (tu: środek nocy = tak po szóstej) myślę sobie
„przejebane”, ale potem patrze na budzik w telefonie, a
podświetlone literki przypominają mi, że „Frodo ma zawsze
gorzej”. Wstaje więc, bo przecież, aż tak źle nie jest.
Któregoś dnia, otworzywszy pierwszą część „Władcy
pierścieni” stwierdziłam, że nie przejdę przez
to jeszcze raz.
Może to kwestia mojej subtelnej
natury, która nie pozwoliła mi przeczytać „Zbrodni i kary”, bo
nie mogłam znieść tego, że ludzie nie mają tam dostępu do
pomocy socjalnej. Aleeee, to przecież nic w porównaniu do Froda,
dla którego dziurawe skarpety i brak perspektyw są problemami
znikomymi, wręcz nieistotnymi, gdyż wyrwany ze świata beztroski,
rusza w niebezpieczną podróż, w trakcie której nawet nie ma gdzie
się umyć, a wszyscy chcą go zabić. Wszystko to, dlatego że jakiś
szary czarodziej ubzdurał sobie, że jakiś durny pierścień trzeba
zniszczyć, a jedynym stosownym ku temu miejscem będzie plująca
ogniem góra, która znajduje się kilkadziesiąt metrów od
poprzedniego właściciela, który - cytując Saurona (na bank tak
powiedział) „mógłby zabić za ten jeden pierścień”. Nie on
jeden, jak się okazuje. Po drodze, Frodo spotyka inne przyjemne
istoty, które z bardzo różnych powodów też chcą go zabić, jak
nie dla pierścienia to dlatego, że może okazać się smaczny, albo
po prostu dla samej przyjemności zabijania. Oczywiście nikt nawet
Frodowi nie sugeruje, że jest szansa, że mu się uda, mówią tylko
„wiesz Frodo, raczej nie dasz rady, ale postaraj się, bo jak
zawiedziesz, to wszyscy zginiemy, albo zostaniemy zniewoleni, a twoja
ukochana kraina pogrąży się w mroku. Tak poza tym to nikomu nie
ufaj, bo to twoja misja i musisz sam se radzić. No to powodzenia”.
Wielości nieszczęść
Froda nie da opisać się słowami. Każdemu kto zechce podnieść
się na duchu cudzym kosztem polecam obejrzeć II i III część
„Władcy pierścieni”. Ja od pewnego czasu oglądając którąś
z nich do kotleta, przewijam fragmenty z tym nieszczęśnikiem, bo co
go widzę, to się zastanawiam, "no kurwa, i co jeszcze?!”.
Nieszczęścia się mnożą, a nic dobrego się nie zdarza. Szczerze
mówiąc - Tolkien zasłużył sobie na karnego jeżyka za znęcanie
się nad hobbitem. Poważnie, Frodo ma już tak przejebane, że
bardziej się nie da.
J.
*Fatum – zły los. W mitologii greckiej to personifikacja nieuchronnego,
nieodwracalnego losu; nieodwołalna wola bogów, na którą nikt nie ma
wpływu. Fatum ciążące nad bohaterem ograniczało ramy jego wolnej woli,
kierując skutki działań w jednym tylko, zgubnym kierunku. Było
bezpośrednią przyczyną jego końcowej klęski i tragedii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz