niedziela, 26 lutego 2012

Fatum Frodo



Autor poprzedniej notki tkwi w naiwnym przekonaniu, że Rocky Balboa, miał ostro przerąbane. Nic bardziej mylnego - fatum Raockyego to ledwie wychudzony cień podłości losu, ciążacej nad innymi epickimi bohaterami 






Mówią że nie należy się porównywać. W złym guście to jest. Jednak kultura i tradycja polska od zawsze, nieoficjalnie co prawda, nakłaniała rzesze młodych patriotów do jednego tylko rodzaju zajadłej licytacji. Celem owej wyżej wymienionej jest udowodnienie KTO MA GORZEJ

Nikt nigdy nie wygrywa, gdyż nieszczęścia kolejne znaleźć można na każdym kroku i kłopotów to zbyt wielkich nie przysparza, a więc igrzyska mogą trwać tak długo, aż którejś ze stron się znudzi (najczęstsze zakończenie), lub też komuś urwie się film, bo jak są problemy (czyli zawsze) to trzeba się napić. Ta „sztuka dla sztuki” jest naszą polską rozrywką i sposobem na nawiązanie kontaktu z bliźnim. Cudzoziemcy tego nie rozumieją i nazywają to „narzekaniem”, tym samym wpisując ową zabawę w poczet negatywnych stereotypów dotyczących Polaków. Bardzo krzywdzące, uważam.


Ja mam wielki szacunek dla polskich tradycji (jeśli ich nie przestrzegam, to bojkotuje – w każdym wypadku jest fajnie), więc celebruje ten zwyczaj za każdym razem, gdy stykam się z inną ludzką istotą (tylko Anglików sobie odpuściłam, bo nie podnoszą rękawicy, ciągle tylko „I'm fine” - nudy). Jak do tej pory tylko jedna jedyna postać wprowadziła mnie w pewne zażenowanie jako niekwestionowany mistrz, któremu w oczy godna nie jestem spojrzeć. On jeden zwycięża bezkonkurencyjnie, ust nie otworzywszy nawet, bo narzekać nie musi – jego nieszczęścia są tak ogromne, że nie da się ich przeoczyć. Tą postacią jest Frodo. Gdy budzę się w środku nocy, bo wstać trzeba na autobus (tu: środek nocy = tak po szóstej) myślę sobie „przejebane”, ale potem patrze na budzik w telefonie, a podświetlone literki przypominają mi, że „Frodo ma zawsze gorzej”. Wstaje więc, bo przecież, aż tak źle nie jest. Któregoś dnia, otworzywszy pierwszą część „Władcy pierścieni” stwierdziłam, że nie przejdę przez to jeszcze raz. 

Może to kwestia mojej subtelnej natury, która nie pozwoliła mi przeczytać „Zbrodni i kary”, bo nie mogłam znieść tego, że ludzie nie mają tam dostępu do pomocy socjalnej. Aleeee, to przecież nic w porównaniu do Froda, dla którego dziurawe skarpety i brak perspektyw są problemami znikomymi, wręcz nieistotnymi, gdyż wyrwany ze świata beztroski, rusza w niebezpieczną podróż, w trakcie której nawet nie ma gdzie się umyć, a wszyscy chcą go zabić. Wszystko to, dlatego że jakiś szary czarodziej ubzdurał sobie, że jakiś durny pierścień trzeba zniszczyć, a jedynym stosownym ku temu miejscem będzie plująca ogniem góra, która znajduje się kilkadziesiąt metrów od poprzedniego właściciela, który - cytując Saurona (na bank tak powiedział) „mógłby zabić za ten jeden pierścień”. Nie on jeden, jak się okazuje. Po drodze, Frodo spotyka inne przyjemne istoty, które z bardzo różnych powodów też chcą go zabić, jak nie dla pierścienia to dlatego, że może okazać się smaczny, albo po prostu dla samej przyjemności zabijania. Oczywiście nikt nawet Frodowi nie sugeruje, że jest szansa, że mu się uda, mówią tylko „wiesz Frodo, raczej nie dasz rady, ale postaraj się, bo jak zawiedziesz, to wszyscy zginiemy, albo zostaniemy zniewoleni, a twoja ukochana kraina pogrąży się w mroku. Tak poza tym to nikomu nie ufaj, bo to twoja misja i musisz sam se radzić. No to powodzenia”.


Wielości nieszczęść Froda nie da opisać się słowami. Każdemu kto zechce podnieść się na duchu cudzym kosztem polecam obejrzeć II i III część „Władcy pierścieni”. Ja od pewnego czasu oglądając którąś z nich do kotleta, przewijam fragmenty z tym nieszczęśnikiem, bo co go widzę, to się zastanawiam, "no kurwa, i co jeszcze?!”. Nieszczęścia się mnożą, a nic dobrego się nie zdarza. Szczerze mówiąc - Tolkien zasłużył sobie na karnego jeżyka za znęcanie się nad hobbitem. Poważnie, Frodo ma już tak przejebane, że bardziej się nie da.



 J. 
*Fatum – zły los. W mitologii greckiej to personifikacja nieuchronnego, nieodwracalnego losu; nieodwołalna wola bogów, na którą nikt nie ma wpływu. Fatum ciążące nad bohaterem ograniczało ramy jego wolnej woli, kierując skutki działań w jednym tylko, zgubnym kierunku. Było bezpośrednią przyczyną jego końcowej klęski i tragedii.





Brak komentarzy: