środa, 25 stycznia 2012

Jabłkowe szaleństwo





Gdy Steve Jobs umarł nawet moja babcia o tym wiedziała. Geniusz, guru technologii, numer jeden wśród nośników reklamy zewnętrznej - czarnych golfików. Każdy z nas się zgodzi, że chłopak zbudował imperium. Stworzył coś tak niesamwitego zarówno pod względem technologii jak i..... dobrego PR-u. 






Na czym polega fenomen macbooków, ipadów, ipphonów i innych gadżetów, którymi firma zasypuje rynek na całym świecie? Jak w każdej kwesti, odkąd homo sapiens nauczył się komunikować, głosy są podzielone. Na pewno znajdą się ludzie, których nie stać na hipsterskie cacka i powiedzą - Produkty Apple kupuje się dla lansu! A komu to potrzebne? Ale dlaczego? A po co? Siedzi taki hipster w star buksie, macbooka wystawił, gapi się w ekran, nawet nie wie jak smakuje kawa, ile jej wypił, jak długo pił, że ładna dziewczyna przechodziła. Potem umrze wśród kotów. No bo przecież hipsterzy kochają koty. Z ipphonem już nieco subtelniej, bo nikt nie będzie potem mówił, że wszędzie z komputerem chodzisz. Z telefonem każdy chodzi. Do tego, naturalnie rzecz biorąc, jak dzwoni telefon musisz przyłożyć go do ucha, a wtedy co? – Widać białe, świecące jabłuszko.

Jak się bawisz samym telefonem, albo grasz w „angry birds” na przystanku, to też ma jakieś plusy. Młodzi ludzie, przynajmniej, znakomicie rozróżniają sylwetkę telefonu tej marki.

Następną grupą są zwolennicy, oddani, którzy należą do kościołu Jobsa. Są to ludzie, którzy powiedzą otwarcie – Macbooki są dobre, solidne, służą na lata, opłaca się je kupić. Tylko dlatego kupuje te produkty. A może po prostu macie dużo kasy? Taki komputer Appla nie brzydki, więc co mi tam.

Ostatnio pomału, pomału odkrywam również, że są i tacy, głównie mężczyźni, którzy bardzo interesują się technologią. Oni z drugiej strony, znają się na parametrach, wskaźnikach, statystykach. Znają też sekretne produkty, zazwyczaj ukrywane gdzieś w północnej części Konga, które określają mianem – W podobnej cenie, ale lepszy od Apple. Troche wieje legendą, ale wierzcie, tak jest. Ale społeczeństwo tego nie widzi! Podążą za masami, starając się zaoszczędzić na iphona, albo kupić macbooka. W zastaw pod dom, najlepiej.

Nie przegadasz, marka Jobsa chce być wszędzie. Aktualnie, na konferencji w Nowym Jorku firma postanowiła pomóc Amerykańskiemu szkolnictwu, które radzi sobie coraz gorzej. A raczej dzieci w stanach, którym coraz gorzej idzie pisanie, czytanie i liczenie. No i oczywiście, kto im pomoże jak nie Apple, wprowadzając ipady i odbierając dzieciom coś tak cudownego jak zapach książki. Co ma być to będzie, ale zdaje mi się, że coraz bardziej oddalam się o decyzji zostania rodzicem w przyszłości.



Zagadka - Co 13-letnie dzieci w nieodpowiednich warunkach produkują w Chinach? Produkty firmy APPLE.

Bez obrazy. Nie ma problemu. Obecnie wszystko produkuje się w Chinach, może nie wszystko produkują małe dzieci, no ale jest jakieś usprawiedliwienie. Jednak, jak to wpłynie na wyznawców marki Apple? Czy to nie zaszkodzi wizerunkowi? Czy to się godzi tak pozytywnie postrzeganej marce, która chce pomagać dzieciom w Ameryce lepiej czytać, tak traktować dzieci w Chinach? Niech każdy odpowie sobie sam. Hipster hipsterowi. Pani Krysia, Pani Krysi, i tak dalej.

A na koniec, jak to powiedział Steve Jobs: Kiedy chcę pobudzić swój mózg do pracy, włączam komputer. Kiedy chcę odpocząć, włączam telewizor.”



na spacer nie łaska? 

                                                                                                      m