piątek, 16 marca 2012

Schultz – ale ten od kawy




Tego tematu nie mogliśmy ominąć. Każdy kocha kawę. Oczywiście są tacy, którzy twierdzą, że nie lubią, ale wtedy zazwyczaj chodzi im o zwykłą czarną z mlekiem. Przecież na kawowy puchar z karmelem i bitą śmietaną, każdy się skusi! Oczywiście jest miejsce, gdzie można taki dostać. Powiem więcej, jest miejsce w którym znajdziemy wymarzoną ilość, różnych rodzajów kawy, latte, cappuccino, mocha, frappuccino, carmel macchiato....

Starbucks – koszmar dla niezdecydowanych, lecz niebo na ziemi dla miłośników kawy.
Oczywiście za napój w tej stylowej kawiarni, podany w oryginalnym kubku, no i może ze smakowitym muf finem, trzeba „trochę” zapłacić. No, ale co się nie robi dla przyjemności. W końcu dla niektórych nie będzie to wydatek, a plebs, co tam, raz sobie zaszaleje. Z drugiej strony, racjonaliści powiedzą – Za tą cenę to ja mogę sobie zrobić sto razy lepszą kawę w domu i jeszcze dziwkę opłacić!

Tylko, że kiedy mam do wyboru: stylową kawiarnię (w której podadzą mi kawę pod nos, a na dodatek w której ostatnio „się bywa”) i domowe pielesze – raczej zdecyduję się na wersję Lux – modny Starbucks!

Nie będę dzisiaj pisać o tym „jak głupia jest moda na Starbucks” i o tym że „Hipsterzy siedzą w Starbucksie z macbookiem”. Dzisiaj, parę słów o człowieku, którego można porównać do Steva Jobsa, tylko że Howard Schultz jeszcze żyje, więc sława na razie go omija.

58-letni Schultz, szef sieci Starbucks to człowiek, w którego żyłach nie płynie krew, ale kawa! Jobs dał nam ipady, Pan Howard sprawił że znamy więcej niż trzy rodzaje kawy, wiemy, że można ją parzyć na wiele sposobów, a opisując kawiarnie często używamy terminu „atmosfera”. Aż ciśnie się na usta słowo, dziś coraz częściej używane – wizjoner!
Prawdę mówiąc, założycielami firmy o nazwie Starbucks byli dwa nauczyciele i pisarz z Seatle (ludzie nie mają co robić), ale sprzedawali oni zmielone ziarna i akcesoria do kawy. W tym czasie kształcił się Howard Schultz (oczywiście urodzony w biednej rodzinie w nowojorskim Brooklynie) po to, żeby w 1987 roku kupić Starbucksa i zrealizować swoją wizję  kawiarni, którą miał od wyjazdu służbowego do Włoch. Jakże by inaczej! Rodzinna atmosfera włoskich kawiarni w Mediolanie tak zafascynowała tego człowieka, że chciał otworzyć takie same w Stanach, później na całym świecie. Udało mu się – dziś ma 17 tys. lokali w ponad 50 krajach. Ludzie coraz częściej (jak wykazują badania) odwiedzają kawiarnie. Na podobieństwo Starbucksa powstają też nowe, takie jak Cofe Heaven czy Wayne's coffee. Wysyp lokali sprawił, że ludziom często jest już obojętnie: „Poszłabym do Starbucksa, ale w sumie w Cofce Heaven jest to samo i milsza obsługa
Taaaaak, Pan Howard zmaga się z konkurencją, wprowadza nowe produkty, innowacje, ale przede wszystkim stawia na dobry HR. Ubezpieczenie zapewnia wszystkim swoim pracownikom, a firma wydaje na ten cel rocznie 300 mln dolarów. Highlife! Jak każdy wizjoner, Schultz miał chwile słabości, w 2001 roku odszedł ze swojego stanowiska, jednak gdy w 2008 roku zobaczył jak notowania jego przedsiębiorstwa zaczęły spadać wrócił, żeby ratować sytuację. Jeśli espresso nie jest dostatecznie dobre, macie moją zgodę na to, by je wylać i przyrządzić nowe – mówił pracownikom. Był też mały kryzys z serem w kanapkach, ale na to szef też miał rozwiązanie.

 Zawsze ma, w końcu pije 5 kaw dziennie i wstaje o 4.30.
Ale jaka przyszłość czeka imperium Starbucksa? – nie wiem.
Wiem jedno – 10 rano, czas na kawę!

m

Brak komentarzy: