Tego tematu nie mogliśmy ominąć. Każdy kocha kawę.
Oczywiście są tacy, którzy twierdzą, że nie lubią, ale wtedy zazwyczaj chodzi
im o zwykłą czarną z mlekiem. Przecież na kawowy puchar z karmelem i bitą
śmietaną, każdy się skusi! Oczywiście jest miejsce, gdzie można taki dostać.
Powiem więcej, jest miejsce w którym znajdziemy wymarzoną ilość, różnych rodzajów
kawy, latte, cappuccino, mocha, frappuccino, carmel macchiato....
Oczywiście za napój w tej stylowej kawiarni, podany w
oryginalnym kubku, no i może ze smakowitym muf finem, trzeba „trochę” zapłacić.
No, ale co się nie robi dla przyjemności. W końcu dla niektórych nie będzie to
wydatek, a plebs, co tam, raz sobie zaszaleje. Z drugiej strony, racjonaliści
powiedzą – Za tą cenę to ja mogę sobie
zrobić sto razy lepszą kawę w domu i jeszcze dziwkę opłacić!
Tylko, że kiedy mam do wyboru: stylową kawiarnię (w której
podadzą mi kawę pod nos, a na dodatek w której ostatnio „się bywa”) i domowe
pielesze – raczej zdecyduję się na wersję Lux – modny Starbucks!
Nie będę dzisiaj pisać o tym „jak głupia jest moda na
Starbucks” i o tym że „Hipsterzy siedzą w Starbucksie z macbookiem”. Dzisiaj,
parę słów o człowieku, którego można porównać do Steva Jobsa, tylko że Howard
Schultz jeszcze żyje, więc sława na razie go omija.
58-letni Schultz, szef sieci Starbucks to człowiek, w
którego żyłach nie płynie krew, ale kawa! Jobs dał nam ipady, Pan Howard sprawił
że znamy więcej niż trzy rodzaje kawy, wiemy, że można ją parzyć na wiele
sposobów, a opisując kawiarnie często używamy terminu „atmosfera”. Aż ciśnie
się na usta słowo, dziś coraz częściej używane – wizjoner!
Prawdę mówiąc, założycielami firmy o nazwie Starbucks byli
dwa nauczyciele i pisarz z Seatle (ludzie nie mają co robić), ale sprzedawali
oni zmielone ziarna i akcesoria do kawy. W tym czasie kształcił się Howard
Schultz (oczywiście urodzony w biednej rodzinie w nowojorskim Brooklynie) po
to, żeby w 1987 roku kupić Starbucksa i zrealizować swoją wizję kawiarni, którą miał od wyjazdu służbowego do
Włoch. Jakże by inaczej! Rodzinna atmosfera włoskich kawiarni w Mediolanie tak
zafascynowała tego człowieka, że chciał otworzyć takie same w Stanach, później
na całym świecie. Udało mu się – dziś ma 17 tys. lokali w ponad 50 krajach. Ludzie
coraz częściej (jak wykazują badania) odwiedzają kawiarnie. Na podobieństwo
Starbucksa powstają też nowe, takie jak Cofe Heaven czy Wayne's coffee. Wysyp
lokali sprawił, że ludziom często jest już obojętnie: „Poszłabym do Starbucksa, ale w sumie w Cofce Heaven jest to samo i
milsza obsługa”
Taaaaak, Pan Howard zmaga się z konkurencją, wprowadza nowe
produkty, innowacje, ale przede wszystkim stawia na dobry HR. Ubezpieczenie
zapewnia wszystkim swoim pracownikom, a firma wydaje na ten cel rocznie 300 mln
dolarów. Highlife! Jak każdy wizjoner, Schultz miał chwile słabości, w 2001
roku odszedł ze swojego stanowiska, jednak gdy w 2008 roku zobaczył jak
notowania jego przedsiębiorstwa zaczęły spadać wrócił, żeby ratować sytuację. Jeśli espresso nie jest dostatecznie dobre, macie moją zgodę na to, by je
wylać i przyrządzić nowe – mówił pracownikom. Był też mały kryzys z
serem w kanapkach, ale na to szef też miał rozwiązanie.
Zawsze ma, w końcu pije 5 kaw
dziennie i wstaje o 4.30.
Ale jaka przyszłość czeka imperium Starbucksa? – nie wiem.
Wiem jedno – 10 rano, czas na kawę!
m

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz